Czyli to co sprawia mi najwięcej przyjemności ;))) Opis wycieczek pieszych i rowerowych.
czwartek, 29 lipca 2021
Bieszczady po raz pierwszy rodzinnie.
Etykiety:
Bieszczady,
Połonina Wetlińska
Lokalizacja:
Szlak pieszy czarny, Polska
wtorek, 4 kwietnia 2017
MSPw: Beskid Wyspowy
V. Jasień – Mszana Dolna (Beskid Wyspowy)
8,0 zielony Jasień 1062 m n.p.m. – Ostra 780 m n.p.m. 8/11
6,7 zielony Ostra 780 m n.p.m. – Mszana Dolna 6/10
suma punktów wariantu V: 14/21
MSP: GORCE + BESKID SĄDECKI
PS:GORCE + BESKID SĄDECKI 2 dniowa
- 3,2km niebieski Nowa Polana – Gorc 1228 m n.p.m. 8/4
- 8,0km zielony Gorc 1228 m n.p.m. – Piorunowiec – Ochotnica Dolna (wylot dol. Gorcowe) 7/14
- 1,0km szosa Ochotnica Dolna (wylot dol. Gorcowe) – Ochotnica Dolna (wylot dol. Młynne) –
- 6,9km niebieski Ochotnica Dolna (wylot dol. Młynne) – Polana Muszyna – Lubań 1211 m n.p.m. 13/5
- 9,5km czerwony Lubań 1211 m n.p.m. – Marszałek 828 m n.p.m. – Krościenko nad Dunajcem 9/17
- 5,6km czerwony Krościenko nad Dunajcem – Dzwonkówka 983 m n.p.m. 11/6
- 6,9km czerwony Dzwonkówka 983 m n.p.m. – Przeł. Przysłop – Skałka 1163 m n.p.m. – schronisko PTTK na Prehybie 9/7
- 15,8km schronisko PTTK na Prehybie – Przysietnica – Stary Sącz (ołtarz papieski) 12/21
MSPw: Gorce i Beskid Sądecki
Wycieczka 2 dniowa:
VIII. Turbacz – Lubań (Gorce)
VIII. Turbacz – Lubań (Gorce)
- 2,7km czerwony schr. PTTK na Turbaczu – Pol. Gabrowa – Kiczora 1282 m n.p.m. 4/5
- 6,1km czerwony Kiczora 1282 m n.p.m. – Przeł. Knurowska 846 m n.p.m. 6/10
- 7,3km czerwony Przeł. Knurowska 846 m n.p.m. – Kotelnica 946 m n.p.m. – Runek 1005 m n.p.m. 11/9
- 6,3km czerwony Runek 1005 m n.p.m. – Polana Morgi – Lubań 1211 m n.p.m. 7/
- 4,7km żółty Dzwonkówka 983 m n.p.m. – Jaworzynka 936 m n.p.m. 6/6
- 4,9km zielony Jaworzynka 936 m n.p.m. – Tylmanowa Rzeka 4/9
niedziela, 2 kwietnia 2017
czwartek, 16 lutego 2017
wtorek, 17 stycznia 2017
niedziela, 10 lipca 2011
Babia Góra 2011
Niedzielna wycieczka na Babią Górę.
Wycieczka z Krowiarek czerwonym szlakiem na Diablak, a później 10 minut zielonym do ruin starego schroniska. Tam obserwowałem powstanie burzy która unieruchomiła kolejkę linową na Kasprowy Wierch.
Wycieczka z Krowiarek czerwonym szlakiem na Diablak, a później 10 minut zielonym do ruin starego schroniska. Tam obserwowałem powstanie burzy która unieruchomiła kolejkę linową na Kasprowy Wierch.
poniedziałek, 23 listopada 2009
Dzień kolejarza
jeden z najfajniejszych dni w roku.
dzień kolejarza, można było zobaczyć i zwiedzić wiele fajnych rzeczy na Dworcu Głównym w Krakowie...
Ja skorzystałem z możliwości i przejechałem się do Zakopanego.
Super sprawa.
poniżej zdjęcia:
dzień kolejarza, można było zobaczyć i zwiedzić wiele fajnych rzeczy na Dworcu Głównym w Krakowie...
Ja skorzystałem z możliwości i przejechałem się do Zakopanego.
Super sprawa.
poniżej zdjęcia:
środa, 19 sierpnia 2009
wakacje z przymusu
brrr...
nie lubię wakacji.
a szczególnie wakacji gdy jest się chorym. Rok temu ostatnie dwa tygodnie sierpnia spędziłem w łóżku z chorymi zatokami. Teraz leże z nogą w gipsie.
Mając więcej czasu doceniam to że można dłużej poleżeć, poczytać książki, czy nawet pooglądać głupie stare seriale.
Co tracę?
piękną pogodę..
zdrowie..
kondycje..
prace.. (??)
ale zasadniczo to ja się ciesze, wszyscy mają urlopy doniesienia o kolejkach na Giewont dłuższych niż przy kasie w Tesco w ostatnią niedziele przed świętami...
dobra, mam wolne, na jak długo... to się okaże w sobotę gdy jakiś ortopeda obejrzy moje kolano. Było źle. Ale może dzięki codziennemu treningowi udało mi się kolano ochronić. Nie wiem. Myśl o punkcji kolana zamraża mnie i przeraża... ja w jakimś szoku musiałem być że mi lekarz na SOR wbił tą igłę... Okropieństwo.
no nic kolejny dział szkolenia z WORD2003 przede mną...
nie lubię wakacji.
a szczególnie wakacji gdy jest się chorym. Rok temu ostatnie dwa tygodnie sierpnia spędziłem w łóżku z chorymi zatokami. Teraz leże z nogą w gipsie.
Mając więcej czasu doceniam to że można dłużej poleżeć, poczytać książki, czy nawet pooglądać głupie stare seriale.
Co tracę?
piękną pogodę..
zdrowie..
kondycje..
prace.. (??)
ale zasadniczo to ja się ciesze, wszyscy mają urlopy doniesienia o kolejkach na Giewont dłuższych niż przy kasie w Tesco w ostatnią niedziele przed świętami...
dobra, mam wolne, na jak długo... to się okaże w sobotę gdy jakiś ortopeda obejrzy moje kolano. Było źle. Ale może dzięki codziennemu treningowi udało mi się kolano ochronić. Nie wiem. Myśl o punkcji kolana zamraża mnie i przeraża... ja w jakimś szoku musiałem być że mi lekarz na SOR wbił tą igłę... Okropieństwo.
no nic kolejny dział szkolenia z WORD2003 przede mną...
środa, 12 sierpnia 2009
Wypadek na Rowerze
I stało się...
Pierwszy wypadek na rowerze.
Niestety mój rower nigdy nie lubił torowiska na Salwatorze (Kraków). Cóż jadąc do pracy jak codzień mówiąc delikatnie zaliczyłem skok... i co...
efekt gips na nodze, i brak ostatecznej diagnozy co będzie z moim kolanem.
No cóż, koniec wycieczek, w tym roku.
Pierwszy wypadek na rowerze.
Niestety mój rower nigdy nie lubił torowiska na Salwatorze (Kraków). Cóż jadąc do pracy jak codzień mówiąc delikatnie zaliczyłem skok... i co...
efekt gips na nodze, i brak ostatecznej diagnozy co będzie z moim kolanem.
No cóż, koniec wycieczek, w tym roku.
| Od SKOK BANGEE |
sobota, 8 sierpnia 2009
piątek, 7 sierpnia 2009
sobota, 4 lipca 2009
wtorek, 16 czerwca 2009
sobota, 13 czerwca 2009
Zakopane na rowerze 140km
Co napisać gdy spełnia się swoje marzenia, gdy realizuje się swoje plany?
Niema słów które mogłyby opisać to co czułem gdy dojechałem do Zakopanego i jadąc powoli ulicą Kościeliską przypomniałem wszystkie przeciwności jakie mnie spotkały tego dnia. Przejechać 140 km. Do niedawno wręcz nie wyobrażalny dystans teraz już realny, teraz już pokonany.
Wszystko zaczęło się w internecie gdzie padł temat jakiegoś wypadu. W sumie trudno było mi się zebrać aby pojechać w góry. Wiadome było że wypad na Babią będzie mało realny ale...
I tak o 7 rano wstałem spakowałem się i na rower.
7.30 - Prom na Wiśle - i ogromne zdziwienie, gdyż dojeżdżając do niego widzę manewrującą barkę, ta sytuacja spowodowała że zamiast 5 minut musiałem czekać około 20 minut zanim stateczek odpłynie w górę rzeki. Pierwsza obsuwa tego dnia. Terminarz napięty. W sumie wiem że jadę w stronę Zawoi i tylko tyle...
8.45 - Przełęcz Sanguszki - 482 m n.p.m - pierwsze schody, pierwszy deszcz. Nie przypuszczałem że ta pierwsza przełęcz mnie aż tak bardzo zmęczy i spowoduje że plany zostaną pokrzyżowane.. Deszcz, wiatr nie napawały optymizmem. Po kilku minutach spędzonych na przerwie -- drugie śniadanie, siadam na rower i bez przeszkód pokonuje wzniesienie. Na przełęczy w obelisku, pamiętałem że jest skrzynka Geocachingu, bez użycia GPS odnajduje ją wpisuje się na listę znalazców, kilka zdjęć... i teraz długi odpoczynek. Tak naprawdę do Zembrzyc cały czas w dół, a później do Makowa Podhalańskiego prawie równo, więc bez problemu rozpoczynam odpoczynek zjeżdżając w stronę doliny Skawy.
10.12 - Przejazd Kolejowy Maków / Białka. Niema nic lepszego niż jazda na moim rowerze po drogach krajowych. Ruch może i czasem jest duży, ale rowerzystę który jedzie równą prędkością, ubrany jest w odblaskową kamizelkę i wyraźnie pokonuje większe odległości.. kierowcy jakoś tak oszczędzają, nie spotykam się z chamstwem na drodze i to cieszy. Ale i ja również staram nie utrudniać życia innych. Dla mnie zjechanie na utwardzone pobocze to coś oczywistego, a gdy podjeżdża się pod niewielkie wzniesienie i na plecach ma się Tira, a pobocze jest ubite - to szybko zjeżdżam i daje znak kierowcy że nie będę mu przeszkadzał.. niech wyprzedza. Gdyby choć część kierowców było sobie uprzejmych to by było o wiele bezpieczniej na polskich drogach. Po przejechaniu doliny Skawy, tuż za przejazdem kolejowym robię sobie małą przerwę. Teraz to celem są Krowiarki, nie jest źle - tempo dobre, deszcz nie pada. Wiatr zimny ale znośny. W czasie gdy tak odpoczywam i zastanawiam się ile czasu zajmie mi dojazd do Zawoi, przez przejazd kolejowy przemyka pociąg IC... chwila przecież ten pociąg mijał mnie jadąc do Suchej, jakieś 25 min wcześniej... Aha..., szybciej pokonałem odcinek Zembrzyce >> Białka, niż pociąg IC ;)))
11.18 - Zawoja Widły, odpoczynek i deszcz.
I tak sobie powoli jadąc, pomimo wiatru, fatalnej jakości drogi w Zawoi dojechałem do Z. Wideł, miejsca o tyle dla mnie ważne że w tamtejszym domu wypoczynku "Zawojanka" spędziłem w czasach podstawówki najfajniejsze zimowisko. Dawne czasy, ale... miejsce nie wiele się zmieniło od tamtego czasu. Pierwsza planowa przerwa, zgodnie z informacją z tabliczki "tylko" 9 km do przełęczy Lipnicka (krowiarek). Najprawdopodobniej najwyższe miejsce w czasy wycieczki. Niestety w czasie przerwy okazuje się że załamanie pogody jest coraz większe... Chyba nie dam rady. Coraz zimniej, coraz bardziej mokro... Dzięki komórce sprawdzam prognozę pogody czy będzie długo lało. Okazuje się że po około 40 minutach jest szansa na przejaśnienie. Teraz cała Babia w chmurach, a jeszcze 30 min wcześniej oglądałem Babią w całej okazałości... Cóż pogoda jest zmienna ;) tak samo jak z Kobietami ;) A przecież to Beskidzka Pani ;)
Korzystając z chwili widzę małą budowle na rzeczce, jak zawsze w takich chwilach robię zdjęcia i pakuje się w jakieś zarośla. I co ... na takim małym ziemnym kopczyku leżała sobie niunia - Żmija Zygzakowata. Piękna z mięta przy głowie...
Po powrocie na przystanek rozpadało się na całego :(
Godzina przerwy wypoczynku...
12.10 - Ruszam, zaczynam podjazd pod Krowiarki, przecież to tylko 9km.
Aha.. już po pół godziny... moje tętno osiągnęło 189 na minute. O nie nie nie. niema szans muszę pchać rower... po chwili znów jadę... tętno podchodzi do 185... dość. Okey, czyli wiem ok 185 uderzeń na minute jest moją granicą wytrzymałości.
...
Niema słów które mogłyby opisać to co czułem gdy dojechałem do Zakopanego i jadąc powoli ulicą Kościeliską przypomniałem wszystkie przeciwności jakie mnie spotkały tego dnia. Przejechać 140 km. Do niedawno wręcz nie wyobrażalny dystans teraz już realny, teraz już pokonany.
Wszystko zaczęło się w internecie gdzie padł temat jakiegoś wypadu. W sumie trudno było mi się zebrać aby pojechać w góry. Wiadome było że wypad na Babią będzie mało realny ale...
I tak o 7 rano wstałem spakowałem się i na rower.
7.30 - Prom na Wiśle - i ogromne zdziwienie, gdyż dojeżdżając do niego widzę manewrującą barkę, ta sytuacja spowodowała że zamiast 5 minut musiałem czekać około 20 minut zanim stateczek odpłynie w górę rzeki. Pierwsza obsuwa tego dnia. Terminarz napięty. W sumie wiem że jadę w stronę Zawoi i tylko tyle...
8.45 - Przełęcz Sanguszki - 482 m n.p.m - pierwsze schody, pierwszy deszcz. Nie przypuszczałem że ta pierwsza przełęcz mnie aż tak bardzo zmęczy i spowoduje że plany zostaną pokrzyżowane.. Deszcz, wiatr nie napawały optymizmem. Po kilku minutach spędzonych na przerwie -- drugie śniadanie, siadam na rower i bez przeszkód pokonuje wzniesienie. Na przełęczy w obelisku, pamiętałem że jest skrzynka Geocachingu, bez użycia GPS odnajduje ją wpisuje się na listę znalazców, kilka zdjęć... i teraz długi odpoczynek. Tak naprawdę do Zembrzyc cały czas w dół, a później do Makowa Podhalańskiego prawie równo, więc bez problemu rozpoczynam odpoczynek zjeżdżając w stronę doliny Skawy.
10.12 - Przejazd Kolejowy Maków / Białka. Niema nic lepszego niż jazda na moim rowerze po drogach krajowych. Ruch może i czasem jest duży, ale rowerzystę który jedzie równą prędkością, ubrany jest w odblaskową kamizelkę i wyraźnie pokonuje większe odległości.. kierowcy jakoś tak oszczędzają, nie spotykam się z chamstwem na drodze i to cieszy. Ale i ja również staram nie utrudniać życia innych. Dla mnie zjechanie na utwardzone pobocze to coś oczywistego, a gdy podjeżdża się pod niewielkie wzniesienie i na plecach ma się Tira, a pobocze jest ubite - to szybko zjeżdżam i daje znak kierowcy że nie będę mu przeszkadzał.. niech wyprzedza. Gdyby choć część kierowców było sobie uprzejmych to by było o wiele bezpieczniej na polskich drogach. Po przejechaniu doliny Skawy, tuż za przejazdem kolejowym robię sobie małą przerwę. Teraz to celem są Krowiarki, nie jest źle - tempo dobre, deszcz nie pada. Wiatr zimny ale znośny. W czasie gdy tak odpoczywam i zastanawiam się ile czasu zajmie mi dojazd do Zawoi, przez przejazd kolejowy przemyka pociąg IC... chwila przecież ten pociąg mijał mnie jadąc do Suchej, jakieś 25 min wcześniej... Aha..., szybciej pokonałem odcinek Zembrzyce >> Białka, niż pociąg IC ;)))
11.18 - Zawoja Widły, odpoczynek i deszcz.
I tak sobie powoli jadąc, pomimo wiatru, fatalnej jakości drogi w Zawoi dojechałem do Z. Wideł, miejsca o tyle dla mnie ważne że w tamtejszym domu wypoczynku "Zawojanka" spędziłem w czasach podstawówki najfajniejsze zimowisko. Dawne czasy, ale... miejsce nie wiele się zmieniło od tamtego czasu. Pierwsza planowa przerwa, zgodnie z informacją z tabliczki "tylko" 9 km do przełęczy Lipnicka (krowiarek). Najprawdopodobniej najwyższe miejsce w czasy wycieczki. Niestety w czasie przerwy okazuje się że załamanie pogody jest coraz większe... Chyba nie dam rady. Coraz zimniej, coraz bardziej mokro... Dzięki komórce sprawdzam prognozę pogody czy będzie długo lało. Okazuje się że po około 40 minutach jest szansa na przejaśnienie. Teraz cała Babia w chmurach, a jeszcze 30 min wcześniej oglądałem Babią w całej okazałości... Cóż pogoda jest zmienna ;) tak samo jak z Kobietami ;) A przecież to Beskidzka Pani ;)
Korzystając z chwili widzę małą budowle na rzeczce, jak zawsze w takich chwilach robię zdjęcia i pakuje się w jakieś zarośla. I co ... na takim małym ziemnym kopczyku leżała sobie niunia - Żmija Zygzakowata. Piękna z mięta przy głowie...
Po powrocie na przystanek rozpadało się na całego :(
Godzina przerwy wypoczynku...
12.10 - Ruszam, zaczynam podjazd pod Krowiarki, przecież to tylko 9km.
Aha.. już po pół godziny... moje tętno osiągnęło 189 na minute. O nie nie nie. niema szans muszę pchać rower... po chwili znów jadę... tętno podchodzi do 185... dość. Okey, czyli wiem ok 185 uderzeń na minute jest moją granicą wytrzymałości.
...
Etykiety:
100km,
Beskid Makowski (Średni),
Beskid Żywiecki,
Dolina Wisły,
Rower,
Skawa,
Tatry,
Wiosna,
Zakopane
piątek, 12 czerwca 2009
niedziela, 7 czerwca 2009
sobota, 30 maja 2009
Puszcza Kozieniecka
Czasami jest tak że nie doceniamy innych miejsc. Nie wyobrażamy sobie że gdzieś może być pięknie, no chyba że w górach. Od najmłodszych lat zawsze jeździłem w Góry, lub też na Wyżyny, - dziecko doliny Wisły, w znające tylko Góry.
Pamiętam jak na drugim roku studiów pojechałem na zajęcia terenowe (tygodniowe) pt. "Pomorze". Widok płaskiego terenu zawsze robi na mnie wrażenie, a wypad na północ od Krakowa jest dla mnie czymś niezwykłym... cóż nie znam. Ale w Beskidach.. to mogę być wywieziony i tak sobie dam rade.
Mając to co napisałem, gdy kilka tygodni temu, zaraz po powrocie z wycieczki rowerowej w Góry Świętokrzyskie, otworzyłem @ w swojej poczcie korporacyjnej gdzie było zaproszenie na imprezę turystyczno - krajoznawczą "Poznaj Swój Kraj". Impreza organizowana aby ruszyć jakąś część pracowników za biurek... Bardzo dobry pomysł.
Tym razem marsz na orientacji miał odbyć się w Puszczy Kozienickiej.
Pamiętam jak na drugim roku studiów pojechałem na zajęcia terenowe (tygodniowe) pt. "Pomorze". Widok płaskiego terenu zawsze robi na mnie wrażenie, a wypad na północ od Krakowa jest dla mnie czymś niezwykłym... cóż nie znam. Ale w Beskidach.. to mogę być wywieziony i tak sobie dam rade.
Mając to co napisałem, gdy kilka tygodni temu, zaraz po powrocie z wycieczki rowerowej w Góry Świętokrzyskie, otworzyłem @ w swojej poczcie korporacyjnej gdzie było zaproszenie na imprezę turystyczno - krajoznawczą "Poznaj Swój Kraj". Impreza organizowana aby ruszyć jakąś część pracowników za biurek... Bardzo dobry pomysł.
Tym razem marsz na orientacji miał odbyć się w Puszczy Kozienickiej.
Subskrybuj:
Posty (Atom)