Dotychczasowa zawartość strony www.daniec.info - linki meteorologiczne są obecnie dostępne pod adresem:
http://www.daniec.net
Czyli to co sprawia mi najwięcej przyjemności ;))) Opis wycieczek pieszych i rowerowych.
czwartek, 16 kwietnia 2009
wtorek, 14 kwietnia 2009
Awaria roweru
Korba do wymiany, nie wytrzymuje. Wyłamana najmniejsza tarcza... teoretycznie coś takiego nie powinno się zdarzyć... Niestety Ten rower ma jedną wadę. Gdy spadnie łańcuch bardzo szybko klinuje się z korbowodem.. A ja właśnie w takim momencie dałem całą naprzód wyjeżdżając na nasyp po redukcji biegu z dużej prędkości.. Efekt można oglądać na załączonym obrazku.
Niestety moje wyjazdy przejazdy są dość uciążliwe dla całego mechanizmu, a zasada wymiany podmianki łańcucha rowerowego co 1500-2000 km jest jak najbardziej słuszna. W czasie naprawy będzie trzeba zaopatrzyć się dodatkowy łańcuch aby tym razem korbowód wytrzymał więcej...
zapewne już nie długo do wymiany będzie też kaseta...
cóż... rower rzecz zdecydowanie nie niezniszczalna.
teraz tylko oczekiwanie na serwis rowerowy...
sobota, 11 kwietnia 2009
Rocznicówka..
Już rok, a dokładniej jutro 12 kwietnia mija rok jak mam rower, w tym czasie przejechałem ok 8000km dużo czy mało hmm nie odczułem tego nawet.
Pierwotnym celem wycieczki miał być Oświęcim, z którego miałem wrócić pociągiem osobowym ok 15:30. Jednak to oznaczałoby to że musiałbym bardzo dużo czasu poświęcić w tym dniu na wycieczkę rowerową... a dziś Wielka Sobota. Tak święta Wielkanocne tradycja noszenia koszyczka z święconką to chyba najczęstsze wspomnie z tego okresu. Jadąc w kierunku Kamienia mijałem bardzo wiele osób które właśnie o tej porze wybrało się na poświęcenie jedzenia. Jedno co mogę powiedzieć to to że większości byli to rodzice z małymi dziećmi lub osoby starsze. Wyglądało to tak jak całe okolenie 30, 40 latków zapomniało o tej tradycji... Cóż tradycja bardzo ważnym elementem wiary Kościoła Katolickiego.
Pogoda doskonała, słońce niewiele aut na drodze... nawet wiatru jakoś tak dziwnie niema. Jednym słowem wymarzona pogoda na wypad rowerowy.

Pierwszym punktem wycieczki miał być most kolejowy w Okleśnej. Jest to most na starej nie czynnej w całości drodze żelaznej z Sułkowic do Trzebini, przez Alwernię. Obecnie tylko część trasy jest użytkowana przez Zakłady Chemiczne w Alwerni. Ruch pasażerski już dawno nie jest realizowany, pomimo że w dość dobrym stanie są jeszcze budynki stacyjne, można znaleźć nawet stare tablice informujące o tym fakcie. Z stacji kolejowej gdzie istniały dwa perony, i min 1 tor boczny nic nie pozostało... pozostał jeden tor prowadzący w stronę zakładów chemicznych. Owszem można przejść się po starym peronie, ale widok dla miłośnika kolei jest opłakany.. a mogły tedy jeździć pociągi pasażerskie które pewnie i bezpiecznie dowoziłyby ludzi do Oświęcimia czy Trzebini... cóż.
Tym razem szyna kolejowa posłużyła mojemu rowerowi.. najprostszy sposób prowadzenia go po podkładach kolejowych. Idąc w ten sposób ok pół kilometra dochodzę do mostu.

Tuż koło mostu znajdują się ruiny jakiś budynków. Są to pozostałości strażnicy austriackiej z 1905r, tym razem postanowiłem ją zwiedzić i zrobić kilka zdjęć. W czasie robienia zdjęć zauważyłem że ruiny nie są opustoszałe.. Mieszkają tam zaskrońce, lub coś wężowatego. Zasadniczo gdy im się nie przeszkadza, uciekają, ale powiem szczerze że są dość szybkie co sprawia że zwiedzanie zakończyłem dość szybko. Przejście przez most, mimo informacji że jest niedozwolone nie robiło mi rok wcześniej żadnego problemu. Teraz jest inaczej. W końcu odczuwam wiatr, a na tak dość już nie remontowanej budowli... hmm.. nie miłe uczucie gdy widzę że belki betonowe które są ułożone na moście są z 1964 roku. Ktoś 45 lat temu patykiem w świeżym betonie napisał taką datę... wydaje mi się że od tamtego czasu most ten nie był już remontowany. A szkoda mógłby stanowić świetną przeprawę przez Wisłę.. przecież są mosty drogowo - kolejowe.. czemu ten nie może zmienić swojej funkcji... Tylko z roku na rok popada w coraz to gorszy stan techniczny.
Kolejne kilometry pokonałem w sposób szybki i ... i wiem już będę miał strasznie ciężko w drugą stronę, wieje bardzo silny wiatr wschodni, który dotychczas był prawie nie odczuwalny, gdyż jechałem w nim. Hmm..
Jadąc tak nagle zauważyłem schody prowadzące przez wał, i dobrze mi znaną skrzynkę mieszczącą w sobie automatyczną stację pomiarową stanu wody, czyli elektroniczny wodowskaz. GPS w skazuje że jestem tuż tuż przy ujściu Skawy do Wisły, idąc w stronę Wisły zgodnie z normalnymi łatami wodowskazowymi w oddali widzę znak zakazu wpływania statkami.. i małą informację "SKAWA". Więc jestem tuż tuż śluzy, stopnia wodnego w Smolicach. Po zrobieniu kilku zdjęć, które miały za zadanie uchwycenie maksymalnego stanu wody na wodowskazie w czasie ostatnich wezbrań, ruszyłem w dalszą drogę w stronę Zatoru.
Ujście górskiej rzeki jaką bez wątpienia jest Skawa jest intensywnie eksploatowane górniczo, gdyż znajdują się tutaj duże obszary deponowania materiału wleczonego przez tą rzekę z Beskidów. Jeden z takich zakładów mija się jadąc z Smolic w kierunku Zator-a. Część terenów byłej kopali odkrywkowej jest bardzo ładnie zrewitalizowana i stanowić będzie doskonały teren wypoczynkowy nad pięknymi jeziorkami..
Moja droga biegnie cały czas od przejechania mostu w Okleśnej, Wiślaną Trasą Rowerową. Bardzo dobrze oznakowana droga bardzo szybko doprowadza mnie przez kładkę na Skawie, do drogi wojewódzkiej 781 w miejscowości Podolsze.


Po kilku minutach dojeżdżam do wspomnianego wyżej stopnia wodnego w Smolicach. Kilka zdjęć i rozpoczynam powolny powrót do domu. Odpuszczam sobie Oświęcim, następnym razem. Pogoda piękna, ale wzmagający się wiatr jest zimny, nie ściągam polara, coraz bardziej mi przeszkadza, a jadę do niego prostopadle.. co będzie gdy w Babicach zmienię kierunek i będę jechał pod wiatr... Niedługo przekonał się że jazda pod wiatr to coś najgorszego na świecie.. Droga wojewódzka 780dała mi się poznać z urozmaiconej jezdni... jakoś tej drogi chwilami jest straszna.. dziura, dziura.. i jeszcze raz dziura, do tego albo z górki albo pod górkę, długie męczące podjazdy, proste równe odcinki tej drogi poprowadzone wierzchowiną doprowadzają mnie do skraju wydolności.. Jeszcze nigdy nie było tak abym zwalniał jadąc z dużej góry. Nawet w czasie zjazdu w dół muszę pedałować bo inaczej prędkość spada, a nie jest ona wysoka tylko 25km/g.. dość po przejechaniu ok. 10 km.. mam dość jak najszybciej zjechać z tej drogi.. I się udało znaleźć drogę powrotną do domu przez Przeginie Narodową i Czernichów... Nawet nie wiedziałem jak bardzo mogą różnić się warunki dla rowerzysty pomiędzy drogą a lasem aż do tej chwili.. Jazda w lesie jest przyjemnością. Każdemu to polecam ;)))
Pierwotnym celem wycieczki miał być Oświęcim, z którego miałem wrócić pociągiem osobowym ok 15:30. Jednak to oznaczałoby to że musiałbym bardzo dużo czasu poświęcić w tym dniu na wycieczkę rowerową... a dziś Wielka Sobota. Tak święta Wielkanocne tradycja noszenia koszyczka z święconką to chyba najczęstsze wspomnie z tego okresu. Jadąc w kierunku Kamienia mijałem bardzo wiele osób które właśnie o tej porze wybrało się na poświęcenie jedzenia. Jedno co mogę powiedzieć to to że większości byli to rodzice z małymi dziećmi lub osoby starsze. Wyglądało to tak jak całe okolenie 30, 40 latków zapomniało o tej tradycji... Cóż tradycja bardzo ważnym elementem wiary Kościoła Katolickiego.
Pogoda doskonała, słońce niewiele aut na drodze... nawet wiatru jakoś tak dziwnie niema. Jednym słowem wymarzona pogoda na wypad rowerowy.
Tym razem szyna kolejowa posłużyła mojemu rowerowi.. najprostszy sposób prowadzenia go po podkładach kolejowych. Idąc w ten sposób ok pół kilometra dochodzę do mostu.
Kolejne kilometry pokonałem w sposób szybki i ... i wiem już będę miał strasznie ciężko w drugą stronę, wieje bardzo silny wiatr wschodni, który dotychczas był prawie nie odczuwalny, gdyż jechałem w nim. Hmm..
Ujście górskiej rzeki jaką bez wątpienia jest Skawa jest intensywnie eksploatowane górniczo, gdyż znajdują się tutaj duże obszary deponowania materiału wleczonego przez tą rzekę z Beskidów. Jeden z takich zakładów mija się jadąc z Smolic w kierunku Zator-a. Część terenów byłej kopali odkrywkowej jest bardzo ładnie zrewitalizowana i stanowić będzie doskonały teren wypoczynkowy nad pięknymi jeziorkami..
Moja droga biegnie cały czas od przejechania mostu w Okleśnej, Wiślaną Trasą Rowerową. Bardzo dobrze oznakowana droga bardzo szybko doprowadza mnie przez kładkę na Skawie, do drogi wojewódzkiej 781 w miejscowości Podolsze.
Etykiety:
Dolina Wisły,
Hydrobudowle,
Okleśna,
Skawa,
Wiosna,
Wisła (rzeka),
Zator
niedziela, 5 kwietnia 2009
Pierwsza Setka,
YES, YES, YES...
udało mi się pierwsza setka, w sumie nie planowana, ale jak już jest jest fajnie.
W sumie miała być wycieczka na rowerze tak na 4-5 godzin.. cóż była na 8,5 godziny.. spaliłem ponad 7500 cal... (wg pulsometru). Cel był prosty nigdy jeszcze nie jeździłem na północ od Liszek... W sumie mieszkam w bardzo dobrym miejscu jeśli chodzi o wypady rowerowe do ciekawych miejsc, trzeba skorzystać. Pierwszym celem podróży była dolina Mnikowska. Coś pięknego coś cudownego... ale start z pobliskich Balic spowodował że czar prysną. Huk nie wyobrażalny. Miejsce na spacer jak najbardziej polecane. Kolejne kilometry to nic innego jak przejazd przez lasy.. Hmm... ale nudno.
Dojeżdżając do Tenczynka, tam gdzie kończy się Las Zwierzyniecki pojawił się brama. Brama Zwierzyniecka która jest jedynym śladem zwierzyńca jaki znajdował się tutaj w XIXw. Bardzo ciekawa budowla, szczególnie wykończenia postaci figur zwierząt. Dla mnie ta brama to początek.. Wjazd do rowy krzeszowickiego, a następnie wyjazd na wierzchowinę.. dolinkami. Niema jak piękna pogoda. Przejazd przez Krzeszowice był szybki. Nie ukrywam że otoczenie dworca kolejowego bardzo mnie zainteresowało, budynki, układ ich, wygląd.. Bardzo ciekawe miejsce.. Z pewnością będzie trzeba poznać historię tego miejsca, tych budynków. W Krzeszowicach zatrzymałem się tylko tuż koło Głównego Zdroju, zorientowałem się w drodze, co i jak dalej... i jazda dalej.. Kierunek jazdy ustaliłem na Paczółtowice, jadąc w górę doliną Eliaszówki. Po drodze mijam Klasztor w Czernej, i Diabelski Most który jak zawsze robi duże wrażenie. Powolnie mozolnie dojechałem do planowego przystanku. Po kilku minutach odpoczynku ruszyłem dalej w drogę, która prowadziła do urokliwej dolinki Racławki. Dokładnie w połowie tej doliny odnalazłem niebieski szlak rowerowy który miał mnie doprowadzić aż do Łazów, aż do Grodziska. nie ukrywam że przejazd Racławic, koło skały Markowej,
do doliny Szklarki, koło sk. Brodło, i dalej w kierunku Łaz.. coś cudownego. Każdy powinien poznać te tereny. Ja miałem okazję na jakiś czas temu w czasie ćwiczeń z hydrologii, gdzie wędrowaliśmy żółtym szlakiem. Nie ukrywam że podróż niebieskim szlakiem była chyba najlepszym wyborem, dzięki niemu dodarłem do doliny Będkowskiej, oczywiście do górnej części... szybko przejechałem w górę doliny aby jak najszybciej dostać się do Grodziska. Niestety zmęczenie, i brak czasu spowodowało że nie pojechałem już zdobyć ten szczyt... kiedy indziej... Dotarłem do drogi krajowej Kraków - Olkusz, pomimo że jechałem cały czas do góry, nawet tego nie czułem... ach jak cudownie jest jechać po gładkim asfalcie.
Podróż w tak komfortowych warunkach zakończyłem przy dawnym kościele szpitalnym św. Jana Chrzciciela na "Gościńcu". W tym miejscu tak naprawdę zakończyłem wspinaczkę, teraz cały czas zjazd w dół w dolinę Sąspowską, a następnie do doliny Prądnika i Ojcowa. Tutaj znajduje się najmniejszy w polsce: Ojcowski Park Narodowy. Dla mnie Ojców jest bardzo ważny, on spowodował że podjąłem takie a nie inne decyzje w swoim życiu.
To tutaj zobaczyłem pierwszą stację meteorologiczną. Było to 1995 roku, więc bbb. dawno. Uwielbiam gwar jaki panuje w Ojcowie. Ach ta architektura, pięknie. Cóż trzeba wracać do Krakowa... wycieczka udana ponad miar. jedno co pozostaje wybrać się kiedyś do Ojcowa aby przypomnieć sobie te wszystkie cudowne miejsca..
Powrót odbył się bez większych problemów, przez rynek krakowski, piekary do domu...
uff... 100 kilometr przejechałem w Ściejowicach.. byłem już nieziemsko zmęczony.
***
oto mapa z wycieczki:
udało mi się pierwsza setka, w sumie nie planowana, ale jak już jest jest fajnie.
W sumie miała być wycieczka na rowerze tak na 4-5 godzin.. cóż była na 8,5 godziny.. spaliłem ponad 7500 cal... (wg pulsometru). Cel był prosty nigdy jeszcze nie jeździłem na północ od Liszek... W sumie mieszkam w bardzo dobrym miejscu jeśli chodzi o wypady rowerowe do ciekawych miejsc, trzeba skorzystać. Pierwszym celem podróży była dolina Mnikowska. Coś pięknego coś cudownego... ale start z pobliskich Balic spowodował że czar prysną. Huk nie wyobrażalny. Miejsce na spacer jak najbardziej polecane. Kolejne kilometry to nic innego jak przejazd przez lasy.. Hmm... ale nudno.
Powrót odbył się bez większych problemów, przez rynek krakowski, piekary do domu...
uff... 100 kilometr przejechałem w Ściejowicach.. byłem już nieziemsko zmęczony.
***
oto mapa z wycieczki:
sobota, 28 marca 2009
Wiosenne wezbranie na Wiśle / Łączany.
Przez dwa dni podróżowałem pociągiem, autokarem.. i zwiedzanie obiektów hydrotechnicznych postawił we mnie dużą chęć oglądania, poznawania działania systemu jakimi są rzeki.
Korzystając z pięknej pogody wybrałem się na wycieczkę do Czernichowa na prom, gdyż tam znajduje się łata wodowskazowa na Wiśle a co najważniejsze pomiar z niej jest reprezentatywny, gdyż brak wpływu na stan wody Stopnia Wodnego Kościuszko.
Kilka minut na rowerze, ach... pogoda cudna, pierwszy raz tak ciepło w tym roku, dojeżdżam do centrum Czernichowa, i okazuje się że prom jest nie czynny. Oznacza to tylko jedno - wezbranie. Na miejscu okazuje się że stan wody jest już o wiele niższy, ale prędkość wody sprawia że prom nie kursuje. Najczęściej Wisła leniwie przepływa w tym miejscu. Tym razem nie.
Pytanie nasuwające się natychmiast po obserwacji wodowskazu; jak to wezbranie wygląda na Stopniu wodnym powyżej??. Trzeba jechać. Wybrałem trasę prowadzącą wałem przeciw powodziowym, o tej porze roku jestem wstanie nim przejechać na rowerze, latem, lub jesieniom będzie to nie możliwe... zarosną do końca. Cóż nikt o nie nie dba. Po przejechaniu kilku kilometrów, tak wiosna, i oczywiście debile budzą się wraz z nadejściem wiosny, i muszą wypalać trawy.. Niestety musiałem przejechać przez cały ten pożar.. nie komentuje obejrzyjcie sami:
Owszem gdy już wracałem widziałem jeżdżące samochody straży pożarne na sygnałach, i strażaków próbujących ugasić te małe niewielkie ale bardzo liczne podpalenia. Ale myślę że jak tylko dziś w nocy popada to już nie będzie tak łatwo podpalić tych traw.
.
Dojazd do samego stopnia wodnego nie nastręczało mi większego problemu. Teraz wiosną przejazdy po wałach przeciwpowodziowych są bardzo proste, po prosty nie zarosły jeszcze.
Tak jak spodziewałem się Wisła dość wezbrała, przecież kilka dni temu widziałem bardzo duże ilości śniegu w okolicach Żywca. Opisywanie tego co widziałem lub słyszałem nie można opisać. Zawsze największe wrażenie robi na mnie ten ogromny huk przelewającej się wody.
Przejechałem ok 30km. więc bardzo dobra trasa rozgrzewkowa.
Korzystając z pięknej pogody wybrałem się na wycieczkę do Czernichowa na prom, gdyż tam znajduje się łata wodowskazowa na Wiśle a co najważniejsze pomiar z niej jest reprezentatywny, gdyż brak wpływu na stan wody Stopnia Wodnego Kościuszko.
.
Dojazd do samego stopnia wodnego nie nastręczało mi większego problemu. Teraz wiosną przejazdy po wałach przeciwpowodziowych są bardzo proste, po prosty nie zarosły jeszcze.
Tak jak spodziewałem się Wisła dość wezbrała, przecież kilka dni temu widziałem bardzo duże ilości śniegu w okolicach Żywca. Opisywanie tego co widziałem lub słyszałem nie można opisać. Zawsze największe wrażenie robi na mnie ten ogromny huk przelewającej się wody.
Przejechałem ok 30km. więc bardzo dobra trasa rozgrzewkowa.
Subskrybuj:
Posty (Atom)